Myślę, że jak się w przyszłym roku trafi robotnica, to capnąć (czyli siatka na "motyle" obowiązkowo na wyposażeniu każdego pasiecznika), do lodówki, przymocować piórko na nitce, patrzeć gdzie leci.
To taka podstawa.
Tymczasem aktualizacja - gniazdo zostało rozłożone na czynniki pierwsze przez naukowców, tutaj opisane przez Henia:
Cytuj:
Badanie zostało wykonane przez zespół w składzie: dr Waldemar Żyła Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, prof. Paweł Migdał mgr Natalia Białecka Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu oraz dr Łukasz Nicewicz Uniwersytet Śląski w Katowicach. W gnieździe doliczono się około 900-1000 osobników w tym około 800 robotnic, 30 samców i 40 matek oraz bardzo dużej ilości larw we wszystkich stadiach rozwoju.
Mój komentarz: z gniazda tej wielkości może wyjść od 100 do 300 matek. Można spokojnie założyć że wyszło około 100, są już gdzieś rozproszone po okolicy i przygotowane do zimowli. Na wiosnę możemy się spodziewać kilkudziesięciu nowych gniazd.
Mój komentarz: bydlaki z Azji trafiły do Polski z przeskokiem Bramy Morawskiej. Inaczej byśmy już wiedzieli o innych lokalizacjach bliżej Karpat. A one pojawiły się nagle pod Krakowem. To znaczy, że miały spory przeskok klimatyczny.
O ile w lecie to było dla nich zajedno, czy są pod Krakowem, czy pod Paryżem, to w okresie wychowu matek nagle zaczęła się im psuć pogoda.
We Francji teraz jest jeszcze tak jak u nas było w sierpniu.
To może wpłynąć w jakiś sposób na liczbę produkowanego potomstwa. Ale oczywiście zobaczymy.